niedziela, 17 września 2006

niedzielny...

Budziłem się dzisiaj spokojnie, bez budzika, bez pośpiechu... W pierwszych chwilach dnia towarzyszyły mi piosenki z jakże uroczej i jakże odpowiedniej składanki "Jacek o poranku"...

I tak miło nastrojony trwałem sobie leniwie do obiadu, by potem zabrać się dzielnie do pracy... Jednak mimo dobrych chęci praca tak sprawnie mi nie szła jak wczoraj... Kara boska za nieświęcenie dnia świętego...

Skończyłem pracy tyle, ile mogłem i szybko do łóżka zmykam, bo mnie katary straszne dopadły, a jak szybko sobie z nimi nie poradzę, to potem tygodniami będę się męczył... Bo takie właśnie są moje katary...
Ah... że też ciepło Asikowego serduszka musi być tak daleko... pod jej opieką na pewno szybko bym ozdrowiał... Ale niestety moja praca nas czasowo rozdzieliła... Bo ja tu dzielnie pieniądze zarabiam w firmie i zaległości uczelniane nadrabiam, a Asia w szkole młodzież szkoli w dziedzinie filozofii...

Więc tak, jak spokojnie w łóżku z muzyką ta niedziela się zaczynała... tak i spokojnie w łóżku spokojnie się skończy... wyjdę izowej nadziei naprzeciw i list napiszę... o ile go całego nie zakatarzę...

3 komentarze:

  1. Anonimowy18/9/06 14:40

    Pomór jakiś czy co, gdzie nie zajrzę tam choróbsko jakieś toczy odwiedzanego. Ja zresztą też kaszląco-gorączkowa od tygodnia probuję zwalczyć skutki zbyt odkrytej weselnej sukienki...

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy18/9/06 15:46

    To ja, jako przedstawicielka zdrowych, życzę Wam wszystkim dużo zdrówka!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ku memu wielkiemu zdziwieniu dzisiaj obudziłem się niemal całkiem zdrowy. A wieczorem z nosa mi ciekło jakby mi ktoś w zatokach wodospad otworzył...

    Troszkę jeszcze katarzyłem, ale kupiłem sobie scorbolamid ku wsparciu rutynoscorbinu i cholinex na oczyszczenie i odświeżenie gardła i czuję się całkiem zdrowo :)

    Dziękuję za życzenia zdrowia i trzymajcie kciuki, żeby mi nie wróciło :)

    A ja też wspieram swoją uzdrawiającą mocą tych pociągających i kaszląco-gorączkujących :)

    OdpowiedzUsuń