Sam się sobie dziwię...
Dawno tak nie wyczekiwałem daty premiery żadngo filmu, płyty, książki...
A na dzień 19.04.2007 czekałem jeszcze zanim wiedziałem, że będzie to dokładnie 19.04.2007...
A to żadna książka, żadna płyta, żaden film nawet...
Dzień 19.04.2007 jest dniem premiery nowej wersji Ubuntu - systemu operacyjnego, z którego od prawie roku znacznie chętniej korzystam niż z TEGO INNEGO :P
Żeby być na bieżąco śledzę fora, blogi i newsy dotyczące Ubuntu i przez kilka ostatnich dni wielu ludzi tylko tym żyło - wyczekiwaniem na 19.04.2007... Organizowali wirtualne i realne przyjęcia i dyskusje... i założę się, że wszyscy od samego rana co kilkanaście minut odświeżali stronę www.ubuntu.com, żeby sprawdzić czy już, czy już jest...
Ja też tak robiłem...
Doczekaliśmy się po co najmniej kilkudziesięciu odświeżeniach, po godzinie 17 naszego czasu...
Sam się sobie dziwię...
Bo w tym "wspólnym" oczekiwaniu czułem się jak członek jakiejś fajnej grupy... Mimo że w życiu nie spotkam pewnie żadnego z tych ludzi, "z którymi" czekałem...
Dzięki szybkiemu akademikowemu internetowi i bliskości belgijskiego serwera obraz płyty z nowym Ubuntu był na moim dysku po pół godzinie...
Chwilę później okazało się, że jedyna płyta jaką mam do nagrania ma pojemność 650MB... o 48 za mało :]
A chciałem kupić rano w sklepie płytę... Ale jak zobaczyłem paczki po minimum 25 sztuk przy cenie ponad 3 razy większej niż w Polsce to straciłem zapał... A mogłem przywieźć płyty z domu...
Nie dane więc mi było od razu zobaczyć nowe Ubuntu z Live CD...
A wzbraniałem się trochę przed aktualizowaniem od razu systemu z działającej mi bez większych problemów i ślicznie wyglądającej (m.in. dzięki opadom śniegu na zawołanie ;) wersji...
A nowe Ubuntu ma podobne efekty już wbudowane i te moje będzie trzeba odinstalować (przynajmniej czasowo)... ma lepsze zarządzanie kodekami do muzyki i filmów, ale nie wiem czy mi to nie zepsuje obecnie zainstalowanych... może jest nieco szybsze... obsługuje więcej sprzętu (choć moja kamerka i tak nie zadziała)...
Nie chciałem się spieszyć...
Ale chyba jestem trochę narwany pod tym względem... Bo ciekawość wygrała...
A może nie tylko ciekawość... Może też jakaś wewnętrzna potrzeba posiadania, a może i niechęć do bycia w tyle...
A końcu za pół roku kolejne Ubuntu...
Sam się sobie dziwię...
P.S.
W związku z faktem, że serwery automatycznej aktualizacji standardowo ustawione są na główny serwer ubuntu, a nie na lokalny belgijski poczekam jeszcze kilka godzin... :]
Niektórzy odświeżali stronę releases.ubuntu.com:P Tam feisty pojawil sie kilka godzin wczesniej niz wiadomosć na głownej stronie co pozowolilo na spokojne sciagniecie obrazow przed tlokiem. No to do Gutsy Gibbona ;)
OdpowiedzUsuńobrazek to ja sobie bez tłoku ściągnąłem w pół godzinki... gorzej było z distribution update, bo z głównych repo brałem... Ale potem wszystkie zmieniłem na "be" i updaty szły jak burza :]
OdpowiedzUsuń