W sobotę fachowcy oddali nam mieszkanko... Tak "w ogóle" to wszystko ładnie, płytki położone równo, ściany równiutko (na tyle na ile krzywizny mieszkania w wielkiej płycie da się wyrównać) wygipsowane... Ale "w szczególe" to już znacznie gorzej. Zostawili nam fachowcy sporo niby małych, ale mimo wszystko rzucających się w oczy niedoróbek...
Ok, ściany są tam fatalnie krzywe, więc nie wszystko dało się zrobić elegancko.
Ok, czasu mieli niedużo, więc się spieszyli.
No ale teraz sami musimy po nich poprawiać. To tu, to tam dogipsować. To tu, to tam dofugować. To tu, to tam, wyczyścić... Asia z racji wolnego w długi weekend ostro ruszyła z malowaniem. Dziś wieczorem najprawdopodobniej kuchnia będzie błyszczeć i czekać na szafki. Korytarz też już dość przyjaźnie wita wchodzących... Pozostaje łazienka, w której najwięcej jest do poprawiania i najwięcej jeszcze akcesoriów do powstawiania. No i pokój, którego ściany i sufit dzielnie wczoraj gruntowałem, by ochoczo czekały na warstwę farby... Szkoda tylko, że bat pisania pracy magisterskiej wisi nade mną, co w połączeniu z remontem ani nie wpływa dobrze na remont, ani tym bardziej na stan maszynopisu... A do tego praca i opcja jej zmiany, oferta prowadzenia ćwiczeń ze sztucznej inteligencji... Za dużo tego na moją jedną głowę... Za dużo tego na jedne wakacje...
P.S.
Ciekawe kiedy okres letni przestanę nazywać wakacjami... Już rok temu nie miałem podstaw do tego :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz