środa, 11 sierpnia 2010

dżungla

W uszach wciąż brzmią festiwalowe piosenki, a pogryzione i podrapane nogi wciąż pieką. O festiwalu mam nadzieję, napisze Wam dawno nie udzielający się tutaj Bartaz, a jak nie to ja mu pokażę ;P i sama napiszę. A o podrapanych kończynach wspomnę ja.

A mianowicie piekące bąble, zadrapania (na lewym udzie nawet tygrys mnie dorwał) - to dzisiejszy efekt zabiegu karczowania naszej działkowej dżungli. Rosną tam dwumetrowe pokrzywy, nie wspominając o całej reszcie zielska, która osiąga większe rozmiary - nie chcielibyście doświadczyć na własnej skórze - zapewniam. Nie wiedziałam, że takie kruczki istnieją w przyrodzie, a już na pewno nie sądziłam, że rosną na naszej działce. Siekierka i nożyce jednak poszły w ruch i nasze tysiąc metrów zdaje się być nieco opanowane :) Niebawem urządzimy tam wielkie ognicho, a brzozo-czarownice będą płonąć, znajdzie się i miejsce na palone ziele ;) więc klimat rodem z sabatu czarownic przeplatany świętą inkwizycją murowany. Kto nie wierzy nie będzie zaproszony ;)

Zapach świeżo ścinanych pokrzyw przypomniał mi dawne dzieje, kiedy to z dziadkiem na rowerze jeździłam do lasu, na pokrzywy właśnie. Dziadzio miał bawełniane rękawice i sierp i ścinał te agresywne cuda, naszpikowane przecież witaminami. Później cięliśmy je takim specjalnym przyrządem, ale nie mam pojęcia jak się nazywał i te smaczne zielsko dostawały kury i kaczki. Dziś karczując ten busz przeszło mi przez myśl, że skoro takie dobre te pokrzywy to może coś z nich ugotować. Ale cholery były tak wściekłe, że powaliłam je na ziemię i dałam już spokój, zwłaszcza, że wspomnianych rękawic nie miałam, a walka z nimi na żywca powodowała tylko kolejne bąble.
Sąsiad obok pielący swój ogródek zagadywał do Bartaza, że on to to zielsko wytruł chemią i nam też radzi.. "bo Pan to jeszcze.. ale Pani?". Ha! Szybko zamilkł widząc mnie z nożycami i siekierką :P I już ani słowa z siebie nie wydusił.

Projekt domku już zamówiony i przegłosowałam własny :) Małżonek zaufał mojej intuicji, albo po prostu się poddał, widząc siłę moich argumentów :P Projekt wykonała kobieta i ma ciekawą nazwę Szczęśliwy Los grzechem więc byłoby go nie wybrać. O moje względy walczył Luby, próbując przeforsować bardzo podobny projekt wykonany przez dwóch mężczyzn o nazwie uwaga! Racjonalny. Jeśli ktoś ma ochotę nazwać mnie seksistowską świnią czy innym tego typu określeniem to oświadczam, że znam lepszego kandydata. Fakt autorstwa projektu przyuważyłam na końcu, a na moje entuzjastyczne "od razu widać, że zrobiła to kobieta!" teściu wykrzyknął: "i od razu widać, że wszystko jest spieprzone!". Dzisiaj jednak usłyszałam od niego eleganckie "projekt mi się podoba". No ba!
Wyszłam z założenia, że muszę poczuć klimat domu, nawet tego na rysunku. Jako strażniczka domowego ogniska muszę zadbać, by wszystko było jak trzeba. Kobieca intuicja bywa przereklamowana i totalnie zirracjonalizowana, ale niewątpliwie jest moim narzędziem i nie wstydzę się go używać, co więcej uważam, że to potężna kopalnia wiedzy, nie zawsze uświadamianej. Przy wyborze domku głównie nią się kierowałam i mam nadzieję, nie zawiedzie jak zawsze.
Trochę oszołomiona jestem faktem, że Luby tak szybko się poddał od razu zamówił i zapłacił za projekt. Woooow! Nie wiedziałam, że aż taki mam u Niego autorytet. A może po prostu chodzi o zaufanie? Przekonanie, że skoro ja wiem i jestem pewna, to nie ma się nad czym zastanawiać? Podąża za mną, nawet jeśli idzie w ciemno, bo moja wiedza tajemna to dla Niego przecież zupełna abstrakcja.

Mój kierunek jest Jego kierunkiem.

Bartku czy nie za dużo w Nas mnie?

2 komentarze:

  1. Anonimowy14/8/10 17:05

    Przojekt istotnie ładny. Polecam rozważenie połączenia 2 sypialni na piętrze w jedną dużą, choćby ze słupem pośrodku. Zawsze można dobudować ściankę działową jak będziecie potrzebowali pokoi dla 3 dzieci ;)

    pozdrawiam niezwykle serdecznie
    jk

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez przeróbek się nie obędzie, bo chcemy tam trochę po swojemu zrobić.

    Połączenie pokoi na górze istotnie jest do rozważenia, tylko czy potrzebne nam 30m2 do gonienia się wokół komina? ;)

    Wyjdzie wszystko w praniu... na razie się cieszymy, że w końcu się na coś zdecydowaliśmy :P

    OdpowiedzUsuń