poniedziałek, 7 sierpnia 2006

książkowo...

Dawno już nie pisałem, co czytam, prawda?
Ale to nie dlatego, że nie czytam... po prostu jakoś mi się to czytanie zabałaganiło... sesja była i jakoś czasu za wiele nie było... a teraz niby wakacje, ale bardzo pracujące... no i trudno mi do czytania tak na dobre wrócić...

Chciałem sobie tu na blogu robić listę przeczytanych książek, żeby lepiej je pamiętać... Nie notowałem systematycznie to mam teraz bałagan ...

Ostatnią opisywaną przeze mnie książką była Przygoda w owcą... Ale takim ostatnim prawdziwym systematycznym postem książkowym było marcowe (sic!) 1446 stron później...
A od tamtego czasu przeczytałem znacznie więcej niż tą owcę...

Niestety absolutnie nie jestem w stanie ustalić kolejności czytania... Nie mogę nawet być pewien, że wszystkie książki pamiętam... Tak... mam w książkach bałagan... i w głowie mam bałagan... więc i w tym poście będzie bałagan... więc tym trudniej będzie przeczytać to ze zrozumieniem ;) ale wierzę w inteligencję swoich czytelników...

Na pewno było Stowarzyszenie Umarłych Poetów... Filmy kręcone na podstawie książek zazwyczaj nie dorastają papierowym pierwowzorom do pięt... Chyba jeszcze gorzej wypadają książki pisane na podstawie filmów... Na szczęście pani Nancy Kleinbaum świetnie udało się film "spapierować", bo czyta się rewelacyjnie... Niedługo potem był Borges i jego Autobiografia oraz Powszechna historia nikczemności... Pamiętam dobrze, bo kupiłem Lubej na urodziny... Byłem niewątpliwie pod wrażeniem języka, ale myślę, że i tak obdarowana więcej z tych książek wyczytała dla siebie niż ja :) ... W tak zwanym międzyczasie w biegu, na kolanie przeczytałem sobie Kwintet z Cambridge... Książkę kupiłem sobie jeszcze jak miałem fazę na kognitywistykę, sztuczną inteligencję itp... A jest to właśnie fabulyryzowa... fabulory... fabułoraz... fabularyzowana (trudne słówko :P) rozprawa na te tematy... Całkiem niedawno było też Z głowy Głowackiego... Bardzo sprawnie napisana opowieść... Nieźle się ubawiłem... Po drodze wepchnięto mi w łapki Widmowego Jacka i Wariant Jednorożca spod pióra pana Rogera Zelaznego... Dawno nie czytałem fantasy/s-f, ale miło było na chwilę w ten świat powrócić... Mam jeszcze na półce Leżąc na kozetce (przy najbliższej okazji oddam) ... To było ciekawe doświadczenie, bo osoba jednej z bohaterek tak mnie swym zachowaniem irytowała, że miałem ochotę rzucić tę książkę w cholerę... Ale zanim rzuciłem w cholerę rokręciło się i nie mogłem się już do końca oderwać :) ...

No tak... zapomniałbym o Hrabalu... Przeczytałem Pociągi pod specjalnym nadzorem i Postrzyżyny... hmm... hmmmmm... Moja całkowita amnezja na temat Postrzyżyn może wskazywać na to, że mimo iż obie opowieści mam w jednym tomie, to przeczytana została chyba tylko pierwsza...

Całkiem niedawno miałem ambitny plan wrócić do Mistrza i Małgorzaty... Przypomniałem sobie historię o oleju Annuszki, ale fragmenty piłatowe tak mnie nużyły tym razem, że musiałem się poddać... Szybko zrezygnowałem też z Witaj na świecie maleńka, bo Asi przypomniało się, że w sumie nie była to książka zbyt porywająca, a ja próbując wyrwać się z zaspania czytając o 7 rano w autobusie potrzebuję czegoś porywającego :) Niestety również niewystarczająco porywająca była dla mnie Ósemka, ale do tej akurat jeszcze wrócę, bo intryga zaczyna się rozkręcać...

Teraz jednak mam coś specjalnego :) Bo Luba sprawiła mi na urodzinki Norwegian Wood Murakamiego :)

P.S.
Hmm... w tym roku nie czytałem jeszcze Dżumy...

2 komentarze:

  1. Anonimowy8/8/06 09:42

    U mnie na razie książki Mastertona na tapecie. Mam ochotę trochę się pobać. A w planach "Archipelag Gułag" - muszę tylko siły zebrać, bo lektura ambitna. I warto by ją było ze zrozumieniem przeczytać... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też miałem kiedyś okres mastertonowy. Świetne na wakacje do poduszki :P

    OdpowiedzUsuń