Dziś nasza kolejna rocznica.. rocznica bycia razem i zarazem pierwszy miesiąc od kolejnego wydarzenia, które będziemy świętować..
Długo o tym nie pisałam, nie chwaliłam się tu – wiem. Pewnie większość osób już wie, ale znajdą się zapewne i tacy którzy nie wiedzą.
Jak można opisać ten moment? Czy można go w ogóle opisać?
Ja czułam przez moment strach – kiedy dotarło do mnie, że to już zaraz, że nie jestem przygotowana i poczułam skurcz żołądka.
Ale po kolei..
Wyżej wymienione symptomy pojawiły się kiedy skręcaliśmy w ulicę Wrocławską, na której znajdowała się jedna z kawiarenek. Obchodziliśmy nasze 2 lata znajomości i swej bytności razem, a ja wiedziałam, że za bukietem 24 róż (24 miesiące - 2 lata), które to dostałam krótko po napisanym egzaminie, musi się coś kryć. Wiedziałam to już przed otrzymaniem bukietu, i przed tygodniami, kiedy to Bartek uśmiechał się na każdą myśl o naszej rocznicy.
.. Jego tata śmiał się, że wiedziałam już zanim Luby w ogóle wpadł na ten pomysł.
Okrzyknięto mnie czarownicą ..
A dla mnie wydawało się to, takie oczywiste.. i nadal jest. To było banalnie proste – nie potrzeba było żadnych moich psychologiczno-filozoficznych sztuczek. Było tak banalne, że sądziłam, że to pułapka i żart; że on może mnie podpuszcza.. i w konia robi, bo zna moją naturę, do analizowania.
Rzeczywistość okazała się jednak banalna J i Bogu dzięki ..
Nie obeszło się jednak bez niespodzianki i mojej chwilowej niepewności ..
Usiedliśmy w kawiarni.. popijaliśmy kawkę i czekoladę, zajadaliśmy serniczek .. kiedy to stwierdziłam, że czas na rocznicowe prezenty. Wręczyłam Lubemu pudełeczko i oczekiwałam pudełeczka podobnej wielkości :]
Bartaz natomiast wyciągnął pudełko (moich ulubionych) czekoladek Lindt.. myślę sobie.. co u diaska, gdzie to małe puzderko?
No i masz.. zrobił mnie jednak w konia..
Zaraz.. ale dlaczego on ciągle nade mną stoi?
I dlaczego czekoladki nie mają folii świadczącej o tym, że są nietknięte?
Następnie pada fraza..: Otwórz poczęstujemy się.
Zatem otwiązuję wstążeczkę i otwieram.
A tam co? Ktoś mi zwinął jedną czekoladkę!
A zamiast niej pozostawił 7 brylantów .. 5 szafirów .. białe złoto ..
Chyba warte jednej skradzionej czekoladki – która opóźniona, ale dotarła do reszty pralinek.
Strat i obrażeń fizycznych nie doznałam zatem żadnych. Gorzej z tymi psychicznymi..
Pojawiła się bowiem nowa jakość.. I zaczynam się martwić co będzie dalej, ale co to za przyjemne zmartwienie! Planuję, marzę, urządzam każdego dnia nasze mieszkanie, kupuję gadżety, maluję w wyobraźni ściany.. ehhh uwielbiam to..
Tak – teraz to mogę powiedzieć – jesteśmy zaręczeni; nie jesteśmy już chłopakiem i dziewczyną, ale narzeczonym i narzeczoną.. heh.. jak to śmiesznie brzmi.
Tak śmiesznie, że aż poważnie.
A wiecie co podał na uzasadnienie całej tej imprezy?
Żebyś wiedziała, że wrócę..
;) akurat.. zaobrączkował mnie, żeby nikt mu mnie sprzed nosa nie zwinął, kiedy go tu ze mną nie będzie :P
Nawet nie wiesz, jak sie ciesze, że jesteś szczęśliwa :) że spotkałaś kogoś takiego, jak Bartek, a on spotkał Ciebie :) to dodaje mi wiary, że będzie dobrze może nie do końca u mnie, ale przynajmniej a może aż u ludzi, którzy byli, są albo będą dla mnie kiedyś ważni a chyba o to w życiu chodzi
OdpowiedzUsuń"Jest taki moment w życiu każdego człowieka, kiedy jest mocno skupiony na sobie. Gdy pewne rzeczy się już wydarzą, sam odczuwa potrzebę, by wrócić do tych najważniejszych przyjaźni. Czasem, by się zbliżyć, trzeba się najpierw odsunąć".
W to też wierzę :)
Serdecznie gratuluję Wam obojgu. I życzę dużo, dużo szczęscia. Bo szczęścia nigdy za wiele...
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo w imieniu swoim i narzeczonej :)
OdpowiedzUsuńdo Duni: Na każdego przyjdzie czas - na Ciebie też - ja o tym wiem - a Ty chociaż w to uwierz!
OdpowiedzUsuńWiesz, chyba nie ma kogoś, kto mocniej niż ja wierzy w to, że kiedyś będzie, tak jak chce. Chyba zdażyłaś się o tym przekonać :) ale marzenia sie spełniaja jednym z nich jest to,to gdzie teraz jestem, może samotna ale mimo wszystko szczęśliwa, tak jak sobie postanowiłam. Ale to szczęście jest troszkę inne, inne niż to o którym marzę.........
OdpowiedzUsuńWiesz, chyba nie ma kogoś, kto mocniej niż ja wierzy w to, że kiedyś będzie, tak jak chce. Chyba zdażyłaś się o tym przekonać :) ale marzenia sie spełniaja jednym z nich jest to,to gdzie teraz jestem, może samotna ale mimo wszystko szczęśliwa, tak jak sobie postanowiłam. Ale to szczęście jest troszkę inne, inne niż to o którym marzę.........
OdpowiedzUsuńPrzepraszam jakos mi sie 3 razy nadusiło ;) i zaśmiecam Wam bloga :) przepraszam
OdpowiedzUsuńto dobrze, że wreszcie wierzysz.. bo pamiętam jeszcze momenty, kiedy to przekonywałaś mnie, że to po prostu niemożliwe. Już odwrócona szczęśliwie z Hanoweru i u swoich?
OdpowiedzUsuń