Stało się...Po wielu bólach, niepewnościach, niezdecydowaniach, problemach potencjalnych z punktami ECTS i problemach potencjalnych ze stypendiami, po łzach, rwaniach włosów z głowy i wierceniach dziur w brzuchu w końcu ustaliłem termin powrotu...
Dnia 14 czerwca mam exposé i oddaję artykuł z metaheurystyk, 20 czerwca przeprowadzam dyskusję na temat owego artykułu i już... To teoretycznie powinno wystarczyć do zdobycia owych 30 ECTS potrzebnych studentowi do życia i dyplomantowi do dyplomu - pomijając oczywiście jeszcze długą drogę zwaną pisaniem pracy magisterskiej ;)
W tak zwanym międzyczasie:
- uczę się jak powiedzieć po francusku "za kilka dni wyjeżdżam i proszę bardzo uprzejmie o wydanie mi reszty z mojej cennej kaucji"
- w razie powodzenia powyższej czynności odbieram cenną kaucję
- kupuję obiecany prezent, który służyć będzie długie lata dla dobra Naszego Wspólnego Mieszkania
- odmaczam etykietki na pamiątkę wypitych belgijskich piw - butelki byłyby bardziej widowiskowe, ale (a) nie miałbym jak ich zawieźć do Polski, (b) Asia nie przywitałaby butelek z wielkim entuzjazmem ;)
- przy odrobinie szczęścia oddaję odmoczone butelki zarabiając na tym ogromne pieniądze - ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka ;)
- wyrzucam sterty francuskojęzycznych gazet ulotek i reklamówek
- zaczynam się martwić, czy uda mi się zapakować na drogę powrotną - na szczęście z pomocą koleżanki Agnieszki i samochodu jej taty jedną torbą jestem już w domu ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz