sobota, 29 grudnia 2007

leniwie

Mój pierwszy prawdziwy urlop uskładany z tych kilku wolnych dni, których dorobiłem się przez ostatnie trzy miesiące pracy. Wcześniej, nawet pracując zleceniowo na "cały" etat przyzwyczajony byłem, że wolne miałem kiedy chciałem i w zasadzie ile chciałem. Teraz, jak pod koniec grudnia dostałem karteczkę, że należą mi się jeszcze aż/tylko 4 dni wolnego poczułem, że nadszedł czas, gdy dni wolne będę prawdziwie cenił.

A te cztery dni, które miałem wystarczyły idealnie na wypełnienie urlopem dni wokół świąt na koniec tego roku. Święta te były bardziej wyjątkowe od przeciętnych świąt, bo nasze pierwsze tak bardziej razem niż wcześniej.

Pierwsza nasza wigilia razem (kompromis - w tym roku u moich rodziców) i pierwsze nasze Pierwsze Święto razem w naszym mieszkanku z pierwszą prawdziwie świąteczną kolacją dla rodziny (kompromis - w tym roku rodziny Lubej). No i gospodyni z małą pomocą mojej skromnej osoby - no... powiedzmy, że starałem się nie przeszkadzać za bardzo ;) pokazała, że na miano Gospodyni prawdziwie zasługuje. Wszystko było pięknie przygotowane i podane. Na naszym ślicznym rozkładanym stole aż brakowało miejsca na te wszystkie potrawy, a jak już wszyscy się najedli to miejsca brakło w lodówce na to, co zostało :)

A po tych wszystkich stresach świątecznych odpoczywaliśmy :)
Dużo spaliśmy :)
filmy oglądaliśmy :)
i nawet trochę poczytaliśmy :)

I tak właśnie nieco leniwie mija nam dziś ta pracowita sobota, która prawdziwie pracowitą zaczyna być dopiero teraz wieczorkiem...

P.S.
Ekspres do kawy już mamy prawdziwy. Ładny taki, pod kolor szafek w kuchni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz