piątek, 13 lutego 2009

sesja walentynkowa

Po trudach, stresach, nocach nad książkami i kserówkami, oczekiwaniu na wyniki (zwłaszcza te spóźnione i niepewne w wyniku zagubionych przez wykładowców kartek) Asia może w końcu uznać zimową sesję egzaminacyjną za zakończoną...

No i możemy już w miarę spokojnie przygotowywać się do jutrzejszej walentynkowej (poślubnej) sesji zdjęciowej, która też przekładana była już kilkukrotnie, a to ze względu na pogodę, a to na brak synchronizacji z fotografem... No i jak w końcu się na 14 lutego z fotografem zsynchronizowaliśmy, to okazuje się że aura nie bardzo chce nam służyć, więc chłodzi, zawiewa, a nawet śnieżkiem podsypuje...

Wymrozi nas na pewno... oby tylko po naszych minach, nie było tego widać :)
No i po powrocie trzeba będzie się wygrzać i nafaszerować prewencyjnie końską dawką środków farmaceutycznych wszelakiego rodzaju...

Bez względu jednak na rezultaty fotograficzne i zdrowotne, z pewnością te pierwsze małżeńskie walentynki długo będziemy pamiętać :)

2 komentarze:

  1. Anonimowy19/2/09 09:21

    a bardzo bedę niedyskretna i niekulturalna jak zawnioskuję o sprawozdanie (także zdjeciowe) z przebiegu pierwszych walentynek? oczywiście w zakresie nie naruszającym intymności małzonków ponad zwykłe blogowe opisy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko w swoim czasie...

    Zdjęcia muszą jeszcze przejść fazę selekcji i obróbki, cobyśmy na nich wyglądali piękniej niż w rzeczywistości ;)

    Powinniśmy je dostać w przeciągu 2 tygodni od sesji, więc jeszcze troszkę musicie (i musimy) poczekać :P

    OdpowiedzUsuń