Po trudach, stresach, nocach nad książkami i kserówkami, oczekiwaniu na wyniki (zwłaszcza te spóźnione i niepewne w wyniku zagubionych przez wykładowców kartek) Asia może w końcu uznać zimową sesję egzaminacyjną za zakończoną...
No i możemy już w miarę spokojnie przygotowywać się do jutrzejszej walentynkowej (poślubnej) sesji zdjęciowej, która też przekładana była już kilkukrotnie, a to ze względu na pogodę, a to na brak synchronizacji z fotografem... No i jak w końcu się na 14 lutego z fotografem zsynchronizowaliśmy, to okazuje się że aura nie bardzo chce nam służyć, więc chłodzi, zawiewa, a nawet śnieżkiem podsypuje...
Wymrozi nas na pewno... oby tylko po naszych minach, nie było tego widać :)
No i po powrocie trzeba będzie się wygrzać i nafaszerować prewencyjnie końską dawką środków farmaceutycznych wszelakiego rodzaju...
Bez względu jednak na rezultaty fotograficzne i zdrowotne, z pewnością te pierwsze małżeńskie walentynki długo będziemy pamiętać :)
a bardzo bedę niedyskretna i niekulturalna jak zawnioskuję o sprawozdanie (także zdjeciowe) z przebiegu pierwszych walentynek? oczywiście w zakresie nie naruszającym intymności małzonków ponad zwykłe blogowe opisy :)
OdpowiedzUsuńWszystko w swoim czasie...
OdpowiedzUsuńZdjęcia muszą jeszcze przejść fazę selekcji i obróbki, cobyśmy na nich wyglądali piękniej niż w rzeczywistości ;)
Powinniśmy je dostać w przeciągu 2 tygodni od sesji, więc jeszcze troszkę musicie (i musimy) poczekać :P