Żeby nam za nudno w tym mieście nie było zima stwierdziła, że zrobi wielki powrót... ale taki konkretny - z trzaskającym mrozem i wielkimi opadami śniegu... I tak właśnie przez całe nasze cztery czy pięć dni pobytu trzaskał mróz (łaskawie w piątek dając nam wytchnienie w postaci zera stopni) i padał śnieg - czasem mocniej, czasem słabiej, ale w zasadzie bez przerwy...
Pogoda była więc idealna do zwiedzania... galerii... zwłaszcza tych handlowych... A że sezon przecen w pełni (nie znam się na tym za bardzo, ale mam wrażenie, że zawsze jest jakiś sezon przecen... i jak się kończy jeden, to zaczyna kolejny), więc wróciliśmy z nieco większą ilością bagażu niż wyjechaliśmy...
Ale żeby nie było, żeśmy tylko w sklepach się grzali... Był też czas na Muzeum Narodowe... choć tam temperatura (dla dobra obrazów) nie była za wysoka, więc źródła ciepła trzeba było potem szukać w innym miejscu...Pogrzaliśmy się też w słonych i słodkich wodach parku wodnego... w wodzie o temperaturze 32 stopni nawet na powietrzu przyjemnie się siedziało :)
Ale wszystko co dobre, szybko się kończy...
Nawet ten wpis, który w sumie chyba nikomu do szczęścia niepotrzebny ;)
Ależ to miło wiedzieć, że u Was miło ;) ważne, że ferie były z dala od domu i nie ważne gdzie, ważne z kim! :)
OdpowiedzUsuńMoja Waszej chyba troche zazdrościć :)
OdpowiedzUsuń