Właśnie śniła mi się wiosna :) Dawny dom u babci.. i powiewające na wietrze świeże pranie suszące się w promieniach słońca.
Budząc się rano w miejskim bloku uświadomiłam sobie, jak bardzo nie chcę mieszkać w mieście, jak potrzebne mi świeże powietrze, ogród i trawa przed domem. Miejsce gdzie można wyjść po prostu na dwór, na podwórko - gdzie jest się u siebie :)
Tutaj czuję się zamknięta w 4 ścianach, bez powodu nie wychodzi się przed BLOK, na papierosa nie pójdę - bo nie palę, z psem na spacer też nie - bo nie mam psa. Dla mnie to miejsce jest nienaturalne i mimo, że Bartaz mieszkał tu kiedy był dzieckiem, ja nie potrafię wyobrazić sobie jak dzieci mogą się tu bawić między blokami - tylko na osiedlowych placach zabaw.
Dla mnie dzieciństwo było łażeniem po drzewach, krzakach i płotach, turlaniem się po łąkach i polanach czy bieganiem po lesie. Było miejsce na jazdę rowerem, granie w badmintona, zbieranie sów (grzybów) tuż pod nosem i natykanie się na jeże, a truskawki, wiśnie i jabłka były w ogródku na wyciągnięcie ręki. Pewnie każde dziecko żyje tym, co ma akurat pod ręką i każde światy dla małych oczu są magiczne. Ja jednak nie potrafię sobie wyobrazić, np.siebie z wózkiem na osiedlowej drodze ;/ a co dopiero w piaskownicy gdzieś między blokami, mam nieodparte wrażenie, że dziecku umknie autentyczny kontakt z naturą.
No ale ten problem jeszcze w najbliższej przyszłości się nie pojawi, choć trudno mi sobie wyobrazić, że do tego czasu nie będziemy mieszkać już w bloku.
Mi jako dorosłej już kozie* brakuje tu przestrzeni i powietrza ..
Na jakie tematy mi się zebrało :) To chyba wynik sobotniego spotkania z kumpelami z LO - większość ma już mężów :) dwie z nich są w ciąży, jedna z nich już drugi raz :) czego serdecznie im gratuluję! Tematem przewodnim spotkania okazały się porody i wszystko co wokół tego, dodatkowo chciałabym zaznaczyć, że wspomniani mężowie byli obecni na spotkaniu :) Panowie zatem otrzymali 6-godzinne przeszkolenie w zakresie ciąży, niemowlaczków i wszystkiego, absolutnie wszystkiego co może się z tym wiązać, zaczynając od karmienia piersią na wózkach kończąc. Atmosfera była niepowtarzalna a wszyscy nieźle się uśmialiśmy :) Oby więcej było takich edukacyjnych spotkań ;) choć przyznam szczerze, że 6 godzin to trochę dużo jak na jeden temat - nawet dla mnie :P
Kończąc chciałabym poinformować, że za 2 dni na naszej ślubnej stronce powinny pojawić się zdjęcia ślubne, więc już dziś zapraszamy do oglądania - mimo, że nie mam ich jeszcze w ręku i nie mam pojęcia jak wyszły :)
* określenie to pochodzi z czasów przedszkolnych - zostałam tak mianowana przed panią przedszkolankę :P zupełnie nie wiem dlaczego :) wspomnę, że była ona wówczas dziewczyną mojego wujka i jakoś tak przy okazji mam dużo przedszkolnych fotek przez nią robionych :)
Też ze mnie blokers :) Przeżyć się da, ale swojemu dziecku fundować hektarów asfaltu zamiast porządnej łąki nie zamierzam... Dom na wsi to marzenie, mam nadzieję do zrealizowania w najbliższej pięciolatce :)
OdpowiedzUsuńA co do rozmów o niemowlakach... tak już mamy, że ciąża mocno monotematyzuje tematy :) Sama kiedyś się przekonasz, czego z serca życzę :)
Hmmm a skąd to określenie "koza"? Chyba dlatego, że mogłaś coś przeskoczyć czego nie mogli inni. Może np. Wartę przeskoczyłaś skoro na most w NM raczej nie można liczyć? :P
OdpowiedzUsuńhmmm ..... pomyśl co to było dla mnie :D jakoś miałam wrażenie, że już tam nie pasuję...... ciekawe dlaczego :P
OdpowiedzUsuń