Aż wstyd się przyznać, że jedyny powód, dla którego dziś tu do Was piszę to nuda...
Asia pilnie uczy się na jutrzejszy egzamin, a ja ewidentnie nie mam co ze sobą zrobić. Jeszcze nie tak dawno weekendy (a zwłaszcza niedzielne popołudnia) dość szczelnie wypełnione były przygotowaniami do zajęć na uczelni i/lub sprawdzaniem kolokwiów/wiejściówek/raportów. Semestr na uniwersytecie już się jednak skończył, a wraz z nim moja dydaktyczna kariera. I oto ten czas wolny, o który tak walczyłem rezygnując z jakże prestiżowego stanowiska nauczyciela akademickiego, spadł na mnie, jak grom z jasnego nieba.
I co tu teraz ze sobą zrobić? ... Udało mi się dziś chyba z powodzeniem odnowić znajomość z kuchnią, bo przygotowałem proste, lecz w swej prostocie doskonałe, śniadanko w postaci jajecznicy z parówką i już nie tak prosty, choć niewątpliwie wart włożonego czasu, turecki kebab myśliwski (przy czym przyznaję się bez bicia, że baraninę pozwoliłem sobie zastąpić schabem, za co wszystkich tureckich kucharzy szczerze przepraszam). Ale nawet mimo że wstaje się z łóżka niewiele przed południem, to krojenie, smażenie, duszenie i gotowanie kebaba całej pozostałej części dnia nie wypełnia... Z lekkim zaniepokojeniem zauważyłem u siebie ostatnio niechęć do czytania, więc na czytanie się jakoś nie skusiłem. Odpowiedzi na list sprzed kilku miesięcy się jeszcze nie doczekałem, więc i do pisania nie ma motywacji. Zaległości w przeglądaniu internetowych newsów, filmików, blogów itp. nadrobiłem szybko, a tak zwanego 'dłubania' (czyli szeroko pojętego programowania) dla przyjemności odechciało mi się dzisiaj zanim na dobre się za to zabrałem (z resztą od jutra będę miał tego aż nadto w pracy)... Na miasto (np. na koncert muzyki filmowej nad Maltą) się przecież sam nie wybiorę, więc jak tak siedziałem, to stwierdziłem, że tutaj coś napiszę.
A początkowo ten wpis dzisiejszy nie miał być o nudzie... Miał być o tym, że wczoraj minęło równo pół roku od naszego z Asią sobie ślubowania i może trochę o tym, że mieliśmy przy tej okazji okazję wytańcować się na weselu (jeszcze raz serdeczne gratulacje i życzenia Młodej Parze). Może byłoby też trochę o tym, że po pół roku małżeństwa nadal się kochamy, rozwodów w planach nie mamy, dzieci owszem, ale w przyszłości raczej nie najbliższej... No, o tym miało być, ale jak tak do pisania zasiadłem, to mi się przypomniała taka piosnka radosna pod jakże radosnym tytułem "Nudzę się" w bardzo radosnym wykonaniu kabaretu Potem:
Piosnka owa na swój absurdalny sposób podsumowała mój dzisiejszy stan, toteż postanowiłem się nim (owym stanem) i nią (piosnką ową) podzielić z wami, z czego, mam nadzieję, na równi ze mną się cieszycie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz