Wczoraj sprzątając w pokoju głównym znalazłam na stole małą książeczkę Ks.J.Twardowskiego "Niecodziennik"..
to dziwne.. czytamy pewne książki z takim zapałem.. bo ich autorów już nie ma..
Jeden z księży założył się, że przy jego śmierci wszyscy się roześmieją. Uważano to za żart. Przyszła jednak chwila, kiedy się rozchorował bardzo poważnie. Kiedy umierał, zgromadził wszystkich kolegów pracujących w parafii, żeby byli przy nim.
- Proszę spowiednika, chcę się wyspowiadać. Ponieważ mam wyrzyty sumienia, nie chcę się spowiedać po cichu, do ucha, tylko na głos, żeby wszyscy słyszeli.
Niektórzy sie krępowali, chcieli wyjść. Chory powiedział:
- Jednego przykazania nigdy nie zachowałem: rośnijcie i rozmnażajcie się.
Wszyscy się uśmiechnęli. Umarł i wygrał zakład.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz