Niedziela też nie obyła się bez atrakcji, bo popołudniem, gdy za oknem huczały wiatry i burze zabieraliśmy się ambitnie za pieczenie niezliczonej ilości ciastek na nadchodzące święta rodzinne, ale się nie zabraliśmy, bo wspomniane burze i wiatry spowodowały widowiskową awarię prądu i wody, w związku z czym mieliśmy czterogodzinne średniowiecze... Świeczka, książka, lampa naftowa i lekcja francuskiego...
Oby nadchodzący tydzień, który na skutek miłego zbiegu okoliczności ma szansę być przedłużeniem tego weekendu, obfitował w niemniejsze atrakcje :)
P.S.
A'propos atrakcji:
Polecam i zapraszam :)A dla przypomnienia można rzucić okiem...
To teraz jeszcze jakiś wpis od Asi i nie będzimy przez jakiś czas Was męczyć ;)
OdpowiedzUsuń