poniedziałek, 30 października 2006

łikend

No... miałem napisać przed wyjazdem w sobotę, ale w związku z zalegającymi na ogródku kilkoma tonami liści, które musiałem zapakować w worki nie miałem na pisanie zbyt wiele czasu. Bo spieszyłem się, żeby na weekend z Asią do Asi pojechać, no bo to w końcu weekend ostatni października i czas przestawiany i to grzech by był niewybaczalny i niewyobrażalne niedopatrzenie nie wykorzystać nocy o godzinę dłuższej na wspólne przytulanie.

Niedziela też nie obyła się bez atrakcji, bo popołudniem, gdy za oknem huczały wiatry i burze zabieraliśmy się ambitnie za pieczenie niezliczonej ilości ciastek na nadchodzące święta rodzinne, ale się nie zabraliśmy, bo wspomniane burze i wiatry spowodowały widowiskową awarię prądu i wody, w związku z czym mieliśmy czterogodzinne średniowiecze... Świeczka, książka, lampa naftowa i lekcja francuskiego...

Oby nadchodzący tydzień, który na skutek miłego zbiegu okoliczności ma szansę być przedłużeniem tego weekendu, obfitował w niemniejsze atrakcje :)

P.S.
A'propos atrakcji:
Polecam i zapraszam :)
A dla przypomnienia można rzucić okiem...

1 komentarz:

  1. Anonimowy1/11/06 21:45

    To teraz jeszcze jakiś wpis od Asi i nie będzimy przez jakiś czas Was męczyć ;)

    OdpowiedzUsuń