piątek, 3 listopada 2006

kolejny łikend...

No i tak się toczy życie, od weekendu do weekendu. Tydzień temu liczyłem na atrakcje i bynajmniej nudno nie było, ale o podsumowanie pokuszę się może po weekendzie, bo liczę, że przez te dwa dni lista atrakcji się poszerzy :)

Nie jest to post zbyt wyszukany i przemyślany, bo piszę go w biegu i na kolanach. "W biegu" w przenośni, "na kolanach" dosłownie, bo dosłownie za chwilę zmykam na autobus i do Asi jadę na weekend jadę oczywiście. Kurcze... ciągle zebrać się nie mogę, latam i latam, a tydzień za tygodniem leci... A tu francuski, praca, projekty, magisterka... Wszystko gdzieś się przemyka... Nawet antywirus ciągle o aktualizację się dopomina bo czasu na to nie mam...

Eh... no dobra, lecę bo bus mi nie może zwiać...
Bo ostatnim jadę, i jak nie zdążę to całe to bieganie na nic...

No to do zobaczenia w niedzielę na koncercie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz