poniedziałek, 6 listopada 2006

Taaaaaaaaak

Bartaz dziś łamiącym głosem prosił..
B: napiszesz na bloga..?
A: jutro - dzisiaj nie.
B: ueee a czemu nie dzisiaj..?

No dobra.. niech będzie dzisiaj, dawno nie pisałam - faktem jest to niezaprzeczalnym. Choruję ostatnio w ciągu nieskończonym aż zaczynam się zastanawiać, czy aby z moją głową na pewno wszystko w porządku. Bo być może problem tkwi w psyche a nie soma.
W każdym razie.. zdrowa czy chora - oto jestem - nie w pełni okazałości bo - z przyklapniętą fryzurą i skórą w stadium białaczki ( oznacza to, iż moja nikła już w czasie wakacji opalenizna zniknęła w tempie ekspresowym, pozostawiając jedynie ślady na plecach i brzuchu, na twarzy natomiast prezentując odcienie rażącej bieli). Skutkiem czego mam przyjemność słyszeć : Asia czy Ty się dobrze czujesz? Asia czy Ty jesteś chora? Asia co sie stało?? Asia co tak zbladłaś?
Pomimo chorób w czasie świąt znalazłam jednak siły na wyprawę do przedszkola - związaną z zadaniem z psychologii rozwojowej jakie zleciła nam dr_owa. Mieliśmy mianowicie nagrać wypowiedzi dzieci w wieku poniemowlęcym, przedszkolnym i wczesnoszkolnym - w sumie 6_ka dzieci, i zrobić analizę ich wypowiedzi -typu: czy są poprawne gramatycznie, z ilu elementów się składają itp.. Dwa pierwsze przedziały wiekowe w 7_mych potach, lecz udało się zaliczyć, ale rwę sobie włosy z głowy na myśl, że nie dorwałam żadnej wypowiedzi dziecka wczesnoszkolnego.. a zajęcia już w czwartek.. No ale może nie będzie tak tragicznie.. Ada stwierdziła dziś, że zmyśli dialogi, a Ala zapomniała o zadaniu..
Wyprawa do przedszkola okazała się po części powrotem do MOJEGO przedszkola, do którego 20 lat temu przez 4 lata chodziłam :) Oczywiście zadanie nie wymagało wizyty w przedszkolu.. mieliśmy nagrać dzieci z rodziny (nie mam w rodzinie dzieci), albo napotkane na ulicy (czyli pogadać z matką i przekonać ją, że nie zamierzamy zwinąć jej dziecka pytając ją o wiek malca, lecz potrzebujemy informacji do celów czysto naukowych; tylko powiedzcie mi gdzie w ten mróz znajdę matkę z dzieckiem wesoło bawiącą się na placu zabaw w strugach deszczu i śniegu?). Tak więc najlepszym rozwiązaniem wydało mi się - udać się do dzieciarni :) Pomijając fakt, że dwa nagrania gdzieś zniknęły (albo to ja zapomniałam wcisnąć odpowiedni przycisk :P)wywiady i długie opowieści - zdobyłam. A że w NM szkoły podstawowej już nie ma (za moich czasów była, ale teraz przerobili ją na gimnazjum, liceum, technikum i zawodówę)to i 2_ki dzieci wczesnoszkolnych mi brakuje... No trudnooooo jakoś to przeżyję :P
Jak tylko wróciłam z dziecięcych wywiadów padłam na łóżko jak długa.. i spaaałam i spaaałam.. grypując się przez weekend cały - na szczęście już u boku Lubego, który dojechał późnym piątkowym wieczorem i odsypiał razem ze mną moje bóle (potrafi się facet wczuć - trzeba przyznać). W niedzielę - z racji nieukończonych licznych prac na cotygodniowe zajęcia na uczelni, zmuszona byłam zostać w NM, w czasie gdy Bartaz wracał do Poznania jadąc na swój wyczekiwany i polecany Wam koncert. Jak niektórym już wiadomo - nie dojechał. A dlaczego? Z racji prezentu rektora, który na święta dał nam 2 dni wolnego więcej, cały tłum studenciaków pojechał do domów, a w niedzielę zachciało im się wracać w ilościach przekraczających możliwości busów; więc po prostu Luby się nie zmieścił :P I takim to sposobem Bartaz musiał odżałować koncert i wracać dziś rano ze mną :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz