Po kilku miesiącach bimbania, spania na wykładach, olewania projektów i większości zajęć "mniej obowiązkowych" (czytaj: takich, na których nie sprawdza się obecności) nadszedł czas poważnego studiowania...
Olewane wcześniej projekty trzeba w końcu napisać, przespane wykłady skserować i zakuć, a omijane zajęcia jakimś cudem zaliczyć. Kończy mi się semestr i zaczyna ostatnia (najprawdopodobniej) na tych studiach sesja... Podejrzewam (a nawet mam nadzieję), że będzie to okres intensywnej pracy, więc obawiam się, że co wytrwalsi czytelnicy zaglądający tu po kilka razy dziennie w oczekiwaniu na kilka słów będą zawiedzeni. Wszelkie informacje pojawiać się będą raczej rzadko, a ich treść ewentualna będzie szczątkowa.
Ale nie martwcie się, za jakieś 3 tygodnie znowu zaczną mi się wakacje... I to jakie! ;)
No właśnie.. cholercia... i jak ja mam tu znaleźć czas na załatwianie spraw przedwyjazdowych? :/
o właśnie.. i aż się nie chce wierzyć, że ten bimbający student jest jednym z najlepszych na swoim roku :)
OdpowiedzUsuńjaki stąd wniosek? wszystko trzeba umieć! nawet bimbać sobie trzeba umieć ;P
OdpowiedzUsuńPo pierwsze "jeden z najlepszych na swoim roku", ale tylko w bardzo szerokim tego pojęcia znaczeniu opartym na średniej ocen, która nie oddaje rzeczywistej wiedzy i umiejętności, a jedynie stopień przystosowania się do panujących zasad oceniania :]
OdpowiedzUsuńPo drugie raczej "był" niż "jest", bo ta pozycja po bieżącym semestrze jest mocno zagrożona :)