niedziela, 21 stycznia 2007

zamysły

Nie jestem typowym przedstawicielem stereotypowego ujęcia braci studenckiej (stereotypowego, bo wiadomo iż student studentowi nierówny) - pomimo studiowania już od 3 i pół roku. Nie sądzę też by miało się to zmienić przez najbliższe 4 lata dalszego studiowania. A dlaczego?
Może dlatego, że jestem jedynaczką w którą mało kto wierzy, że nią jestem? - pomimo iż pokładów powagi od czasów podstawówki mam już sporo (co podobno charakteryzuje odpowiedzialnych i na wyraz dorosłych jedynaków i jedynaczki).

W każdym razie marny ze mnie lekkoduch i bawić się nie umiem. W moim własnym mniemaniu wynika to z faktu nieumiejętności funkcjonowania w hałasie (w znaczynym stopniu przysługuje mi wrodzona głuchota - i podczas imprez żaden z żartów do mnie nie dojdzie, skutkiem czego czuję się wykluczona z powszechnej radochy. Do tego dochodzi brak umiejętności picia alkoholu - nie wspominając o innych dopalaczach; dalej - lewa noga do tańca (gdyż mój taniec to jedno wielkie podskakiwanie- które zresztą lubię :P co nie idzie niestety w parze z powszechnym uznaniem, więc siłą rzeczy siedzę na swoich czterech literach. Na irlandzkiej imprezie, gdzie być może poczułabym się doceniona, nie miałam okazji jeszcze być, choć nóżki aż się palą do skoków.


W sumie to się zastanawiam...



czy to skakanie nie zostało mi z czasów licznych imprez sportowych, kiedy to wysyłali mnie na skoki wzyż, w dal i przez płotki, by trochę punkciaków nazbierać dla szkoły m.in na zakup sprzętu sportowego. Dzięki czemu liczyłam na to, iż swoim własnym wysiłkiem nie będę już musiała przelatywać nad metalową poprzeczką, której to solidna konstrukcja zawsze wadziła o mój kręgosłup, a ja lądowałam na materacu z poprzeczką pod krzyżem. Liczyłam, że nastaną czasy bambusowych poprzeczek, które jednak mają to do siebie, że szybko sie łamią - ale są bezpieczne. W końcu to jednak innej poprzeczki się nie doczekałam, a strach ogarniał mnie przed kazdym wyskokiem tak wielki, że totalnie zablokowałam się na samą myśl o dryfowaniu nad poprzeczką. Zostałam zatem przeniesiona do sekcji skoków w dal, moje umiejętności powoli nabierały tempa i już wróżono mi niezłą karierę - poprzedzoną weekendem w ośrodku dla sportowców, gdzie badano sprawność, wytrzymałość i inne dziwne rzeczy. W międzyczasie jednak skakałam przez płotki, uprawiałam chód, biegi i rzut oszczepem (w którym to byłam równie słabiutka jak moje ręce); ale jak to się mówi.. co za dużo to niezdrowo.
Zaczęły się wypadki na zawodach,kontuzje i złamania, a ze sportowej kariery pozostały nici.

Tak więc jedyne co mi dziś pozostało, to umiejętność skakania, która jakoś do niczego mi dziś nie służy.
Czasu na sport dziś nie mam, każdą wolną chwilę zajmuje książka - i siłą rzeczy na nieodwiedzane przeze mnie imprezy, też nie mam czasu. Lubię za to kameralne spotkania w niewielkim gronie, kiedy to spokojnie można razem porozmawiać, filmiki pooglądać, upichcić coś wspólnie, pożartować sobie i się pośmiać. Tak więc aż tak, źle jeszcze ze mną nie jest. Ale na przysłowiowe studenckie imprezy już nie przyjdzie pora - biorąc pod uwagę moje zaawansowane i odpowiedzialne (a jakżeby;) plany na przyszłość.

3 komentarze:

  1. Anonimowy24/1/07 11:41

    Hmmm... to u Was na uniwerku istnieją jakieś normy według których określa się stopień prawidłowości studenckiej zabawy? :P :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nieoficjalnie istnieją takie normy w pewnych kręgach, aczkolwiek chodziło mi raczej o "wyobrażenie" studenta, jakie posiada większość osób - zwłaszcza tych które nigdy nie studiowały :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy24/1/07 16:13

    No fakt wyobrażenia o życiu studenckim są często przesadzone. Młody człowiek z głową nabitą hasłem "sex-drugs-rock'n'roll" bywa zawiedziony po pierwszym zderzeniu ze studencką rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń