niedziela, 4 grudnia 2005

magiczny miecz...

Po okolicy chodzą słuchy, że do zamku na Kamiennym Moście powróciła z wygnania Bestia! Nikt jej powrótu nie widział i nikt się tego nie spodziewał, a jedynym znakiem są zmasakrowane ciała znalezione w Pierwszym Kręgu. Niewątpliwie zostały zrzucone z Mostu! Ślady kłów na ciele ofiar do złudzenia przypominają te, które zadawała Bestia. Brak jakiegokolwiek znaku życia od namiestnika z zamku może oznaczać tylko najgorsze!
Tak, tak! Stało się to czego się obawialiśmy - wygląda na to, że bestia, niezgładzona ostatecznie, powróciła niepostrzeżenie i ponownie zasiadła na przeklętym tronie. Czas przekonać się, czy to prawda! Tak widać chciało przeznaczenie, które nie pozwala nam, prawdziwym wojownikom, złożyć broni. Nie dla nas marny los wieśniaków i parobków, nie dla nas ciepłe stołki arystokratów. Jeszcze nie czas na to, by nasze bronie obrosły pajęczyną!
Nadszedł moment, w którym na nowo musimy wyruszyć po Miecz Przeznaczenia i Tarczę Boga Tolimana. Dokończmy dzieła, którego nie ukończyliśmy pięć lat temu!
I właśnie wczoraj trójka szlachetnych herosów spotkała się po latach w karczmie w Pierwszym Kręgu i wyruszyła na niebezpieczną wyprawę.
Ah, cóż to była za przygoda! Niestraszne im były hordy demonów, sprytne pułapki, wojny żywiołów i mroki Lodowego Lasu... A łezka w oku kręciła się na wspomnienie dawnych wspólnych przygód i trudności...

Zaniepokojonym od razu donoszę, że Misja zakończyła się pełnym powodzieniem. Bestia została pokonana i pokój zagościł w Krainach. Jednak herosów nie opuszczają wątpliwości, gdyż zwycięstwo przyszło tym razem niespodziewanie łatwo... Czyżby to był podstęp złowrogiej Bestii? ... Może nie czas jeszcze chować miecze i rozsiadać się w karczmie przy piwie...

P.S.
Dziś postscriptum nieco przeterminowane, ale nie mogę sobie odpuścić, bo imieninki z piątku są wprost wybitne!
Imieniny wg MPK (z 2.12):
Balbiny, Bibiany, Wiwanny

4 komentarze:

  1. Anonimowy4/12/05 22:30

    to był z pewnością, hep, qrewski podstęp tej ździry, Bestii, hep, towarzysze, do broniii! - wykrzyczał z siebie zapijaczony, stary krasnolud, po czym osunął się pod karczemny stół. druid spróbował go podnieść, ale sam się zachwiał i upadł. znów był ewidentnie (zwykle też jest, tylko tego nie widać) pod wpływem ziółek, he, he. był tam jeszcze wiking, ale ten już wcześniej leżał nieprzytomny na ziemi. później, kiedy nieznani podróżnicy opuścili karczmę, jedni mówili, że to na pewno byli ci trzej wielcy herosi, którzy pokonali Bestię. Ale pozostali, a była ich większość, pukali się po głowach i zanosili od śmiechu. to fakt, że nie często spotyka się tak egzotyczne towarzystwo: druida, wikinga i krasnoluda razem - mówili - ale nie znaczy to od razu, że są to, ci właśnie herosi. przecież to były zwykłe, zapijaczone łachudry, które pewnie nawet nie potrafiłyby zabić opętanego łosia, ot co! - szydzili. i pewnie słusznie, no bo w końcu ci właściwi są Bohaterami, a tacy, jak wiadomo ani nie piją ani nie palą. dlatego są wielcy!
    i tego trzeba się trzymać

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy5/12/05 13:15

    zaraz, zaraz! czy aby ten barbarzyński wiking nie był tym zbójem, co to bił naszego biednego Awanturnika Miecz 4? taak, wołali na niego jakoś tak na "b" chyba..- podrapał się w głowę karczmarz - ej, Cyna, łachudro jedna, jak wołali na tego jegomościa, co to rozpierdolił mi tak gracko szynkwas wczora?!
    -Gaspode,cosik chyba tak.
    -nie o tego najaranego druida mi chodzi, durniu! pytam się o spitego wikinga, co mi dziewki omal nie zbałamucił. gadaj ino żwawo, przybłędo!
    -Bartaz, panie.
    "Bartaz" pomyślał karczmarz. Prawie tak samo jak ten heros, Panie Siedmiu Słońc, niech mu zawsze świat łaskawym bedzie ,co uratował nas był od Bestii.
    Karczmarz znów się podrapał, ale tym razem po brzuchu. "no cóż, nie ma się co dziwić, pewnie wszyscy ci wikingowie podobnie się zwą, kto bych ich ta odróżnił i miarkował który, je który. czas do pracy, a nie łepetyne bzdurami psować!"
    - Cyna, do roboty nicponiu jeden, bo ci twoje szanowne przyrodzenie do życi włoża!"- bardziej pokazał, niż powiedział karczmarz, po czym zabrał się za przeliczanie pieniędzy jakie pozostawili dziwni jegomościowie, co to zeszłego wieczoru trochę wypili, lulki popalili i przesadzili:)a nadto szynkwas nieco uszkodzili.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy5/12/05 13:16

    to byłem ja, grzymi tylko się podpisać zapomniałem,. nie to, że bym chciał być jak ten Gal, co anonimem został:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okrutnie gadatliwy robisz się po tym piwsku drogi krasnoludzie Gimli hep! Grizzli hep! Grzymi... - wybełkotał Wiking. A później wzniósł ostatni toast i padł na twarz.
    I nigdy nie będzie jasne, dlaczego toast ten brzmiał: W górę serca i niech zwycięży Lech Kolejorz!
    ;)

    OdpowiedzUsuń