Tak sobie siedziałem i myślałem, o czym by Wam tutaj napisać... Jakoś natchnienie mnie opuściło ostatnio. Nie umiem pisać i czytać tyle, co wcześniej... Ale może to i lepiej? Może skupię się jeszcze przez ten miesiąc najbliższy, zrobię, co mam do zrobienia i wrócę...
Wrócę do Polski... Do Asi... Do mieszkania, które podobno już w tym tygodniu zwalnia się dla nas i które ochoczo przez wakacje będziemy sobie remontowali... I prawdziwe życiowe dylematy nas dosięgną... Bo a to trzeba pralkę kupić, a to kolor farby na ściany wybrać (a pod tym względem gusta mamy z Lubą nieco odmienne), a to się okaże, że półek na książki za mało, a to łóżko się w windzie nie zmieści, a to sąsiadka z góry tradycyjnie wiadro wody wyleje nam na balkon podlewając kwiatki, a to krzeseł nie będzie dla gości, a to prasować nie będzie komu i nie będzie czym... Życie :)
Ale powoli wszystko sobie zrobimy, powoli wszystko ułożymy, powoli wszystko dopasujemy... Bo będziemy u siebie i będziemy mieli dużo czasu... I znajdzie się miejsce na książki, i na fotel albo dwa gdzieś w zasięgu ręki, i na sprzęt mniej lub bardziej grający, i nawet kwiatki będą do podlewania, i może nawet telewizor albo komputer telewizor udający... I będzie wanna, dwuosobowa, a koło kibelka miejsce na gazetkę/krzyżówkę/książkę czy cokolwiek na czym oko zawiesić można w "wolnym czasie"... A na jednej ścianie będzie miejsce na zdjęcia, nasze, takie, które najbardziej lubimy...
Dziś jednak ciągle jestem tutaj... Za oknem pogoda ostatnio bardziej jesienna niż wiosenna... I tak smutno i tęskno trochę... No ale mam za kim i za czym tęsknić... I mam do kogo i do czego wrócić...
Na koniec bonus muzyczny... Filmik miał być dziś inny, akademikowy, nagrany dla potomności podczas odwiedzin Asi... Okazało się jednak, że sieć akademikowa jest zabezpieczona przed próbami przesyłania tak wielkich pakietów danych, więc na filmik zmuszeni będziecie poczekać...
A tymczasem voila!
Oh, wyglądają w tym teledysku na całkiem grzecznych chłopców ;)
Ach to wspólne razem mieszkanie... te wojny o niewyrzucone śmieci, nieodkurzony dywan, niekupione na sniadanie bułki...
OdpowiedzUsuńKurcze poczatki są najfajniejsze...
Chociaż kontynuacjom też nic nie brakuje :)
"I mam do kogo i do czego wrócić..." i chyba własnie o to w życiu chodzi :) gratuluje , że nie masz takich głupich myśli o pozostaniu za granicą jak ja :( pozdrów Asię :)
OdpowiedzUsuń