wtorek, 22 maja 2007

znowu? :P

Dawno dawno (bo chyba ponad miesiąc) temu po raz kolejny zostaliśmy z Lubą wciągnięci do blogowego łańcuszka przez szanowną Hathor. Tym razem łańcuszka uzależnieniowego...
Ostatnio podzieliliśmy się z Asią zwierzeniami po połowie, tym jednak razem pozwolę sobie sam wybrać pięć uzależnień z długiej ich listy ;)

Po pierwsze, czyli priomo uzależniony czuję się od Asi. Tak, tak... nie ma co ukrywać... Bo nawet jeśli nie zawsze to widać, nawet jeśli jestem w stanie wyjechać na długie miesiące i nie uschnąć z tęsknoty na rodzynek, nawet jeśli jestem w stanie w wirze pracy zapomnieć wysłać takiego czy innego smsa, to i tak czuję, że przy życiu trzyma mnie świadomość, że jeszcze trochę wytrzymam, jeszcze miesiąc i dostanę tą upragnioną dawkę Asi i już wszystko będzie super... Bo nie wiem czy wiecie, ale tylko z Asią wszystko się udaje. Naprawdę!

Po drugie, czyli secondo i po trzecie czyli terzo uzależniony jestem od pisania i czytania... Trudno mi powiedzieć dlaczego, ale te dwie wręcz przeciwstawne czynności są dla mnie czymś jednym... Zupełnie nieświadomie je łączę... Jak nie mam czasu i weny na pisanie to i czytanie mi nie idzie, a jak potrafię swobodnie odpłynąć w otchłań książki, to i pisanie przychodzi mi z łatwością... I uważam, że jestem uzależniony nawet mimo tego, że będąc tu w Mons nie potrafię się zabrać, za żadną z tych czynności. Dwie książki leżą ledwie napoczęte, a w piórze atrament dawno wysechł na wiór... Myślę, że to po prostu efekt odwyku... Mam tu na sam koniec pobytu zaliczenia i magisterkę do pozałatwiania, więc musiałem odstawić te czasochłonne używki i zadowolić się syntetycznymi substytutami w postaci pisania i czytania blogów ;)
Ale jestem pewien, że jak tylko wrócę i będę mógł się na spokojnie wziąć za mojego Murakamiego, to wszystko wróci do normy...

Po czwarte, czyli quatro, aż wstyd się przyznać, ale uzależniony jestem najprawdopodobniej od kanałów RSS... To naprawdę szatański wynalazek pozwalający mieć szybki i wygodny dostęp do interesujących mnie treści w internecie... Na przykład Hathor publikuje nową notkę na blogu, a jej skrót (niestety sprytny onet tylko skróty w RSSach daje) już po kilku minutach jest w moim czytniku. Więc mam niemal natychmiastową informację. To taka internetowa prenumerata. Nowości z wybranych blogów czy newsów trafiają prosto do mnie. Natychmiast... A że w ostatnim czasie liczba subskrybowanych przeze mnie kanałów mocno wzrosła, to owa natychmiastowość sprawia, że co kilka minut docierają do mnie nowe wiadomości... I choć świadom jestem, że mógłbym jak normalny człowiek kilka razy w tygodniu (lub po prostu raz dziennie) wszystko sobie przejrzeć, to łapię się niestety na notorycznym sprawdzaniu, czy przypadkiem coś nowego się nie pojawiło... Takie czasy... Natychmiastowa informacja, natychmiastowa komunikacja, zupy w proszku... :P

Po piąte, czyli ostatnie, bez wątpienia stałem się uzależniony od Ubuntu... Fioła mam na punkcie tego ubuntu, co? Ale naprawdę nie trwało długo, żeby ubuntu, które zainstalowałem "tak na próbę" wyparło niemal zupełnie potrzebę i ochotę korzystania z windowsów... Aż mnie boli, kiedy muszę czasem włączyć windowsa i męczyć się na tym jednym pulpicie (lub ewentualnie kilku udawanych)... i te okienka są takie jakieś brzydkie i sztywne... dlaczego to się nie trzęsie jak nim ruszam? :P ... A już najbardziej denerwujące jest to, że jak rzadko korzystam z windowsa, to najczęściej zaraz po starcie zaczyna ściągać aktualizacje... i jak już je ściągnie, to oczywiście koniecznie musi być zrestartowany, no bo przecież musi załadować zmiany, prawda? ... wiele jeszcze mógłbym wymieniać szczególików dzięki którym przedkładam ubuntu nad windowsa... Ale póki co, to pod windowsem mi działa kamerka w skype, więc co zrobić... póki tu jestem, muszę czasem z bólem serca ominąć ubuntu na liście przy starcie komputera... ;)

...

Ostatnim razem nikogo nie typowaliśmy na kontynuowanie łańcuszka, bo nikt znajomy nie został, więc może niech się stanie to tradycją...

Albo co tam: Sumek i Lili , s'il vous plaît ;)

4 komentarze:

  1. Anonimowy23/5/07 09:19

    Obiecuję więcej głowy nie zawracać. No chyba że się rozmyślę... ;o)

    OdpowiedzUsuń
  2. No bez przesady... takie uwywewnętrznianie (piękne słówko ;P) jest całkiem ciekawym ćwiczeniem :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy23/5/07 16:34

    no to mam wyznaczać czy nie wyznaczać ;p ?

    OdpowiedzUsuń
  4. a wedle woli :)
    nie powiem, że tak, bo się potem nie opędzimy od wyznaczeń, i nie powiem, że nie, bo to zawsze jest jakiś punkt zaczepienia jak nie ma nic lepszego do napisania ;)

    a jak nam się temat wyznaczania nie spodoba to po prostu wyznaczenie zignorujemy :P

    P.S.
    wygląda na to, że serwer Bloggera ma dziś jakieś problemy, więc możliwe są opóźnienia lub niedziałanie stronki... ale jak nie będzie działało, to i tak tego nie przeczytacie, więc w sumie wszystko jedno ... ;)

    OdpowiedzUsuń