Na cztery dni przed ślubem podopinaliśmy kilka z ostatnich guzików.
Potwierdziliśmy i ustaliliśmy ostatnie szczegóły z fotografem, zawieźliśmy jakieś 200 litrów napojów o przeróżnym woltażu do lokalu i przy okazji rzuciliśmy jeszcze okiem na salę ślubną i weselną (próbując odbyć próbę pierwszego tańca).
Ale trochę bardziej żyjemy chwilowo świętami niż weselem. Bardziej barszczem, uszkami i piernikiem (cała w tym zasługa Asi), świątecznymi prezentami... I być może jeszcze przez kolejne dwa dni będziemy mieć Gwiazdkę, a do przedślubnych stresów powrócimy na dobre w piątek, gdy zbliżający się wieczór będzie wyznaczał nam termin pełnej gotowości do tego Wielkiego Dnia...
Chwilowo ważniejsza niech będzie rodzinna Wigilia i Boże Narodzenie, choć z pewnością rodzina zapomnieć nam o weselu nie pozwoli... No i sami przypominać o nim sobie będziemy kontynuując to odliczanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz