Ślub ciągle przed nami, a telegramy i prezenty zaczynają już przybywać..
W domu nareszcie zapachniało świąteczną atmosferą - przy pomocy dotachanej przez Lubego choinki (tym razem z balkonu). Została ubrana we wszystko co do powieszenia się nadało i obleczona w śladowe ilości lampek (to tak w ramach oszczędności zarówno w kwestii cięcia wydatków jak i energii elektrycznej). Prezenty na szczęście też już zdobyte - postawiliśmy na wieczorne zakupy, tuż przed zamknięciem sklepów, by uniknąć tłumów spóźnialskich takich jak my.
W sumie święta bliżej niż wesele i aktualnie absorbuje mnie brak barszczu i grzybów do uszek, które to na wigilię mam wykonać. A magiczna liczba 5 w tytule, jakoś nie przemawia do mnie całą swą mocą.
Mówię sobie:
To tylko 5 dni.
5 dni
A S I K 5 D N I !
I nic ..
Ale kto niby powiedział, że mam panikować znowu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz