piątek, 26 maja 2006

do pracy by się szło...

Jak to mawia doktór Błaszak:
Praca leży na ulicy, trzeba tylko iść i ją sobie wziąć.
...

Nie spieszyło mi się do roboty.... oj nie...
Wręcz przeciwnie.
Kierowała mną mniej więcej taka logika, że spędzę w pracy jeszcze co najmniej 40 lat swojego życia, więc po co ten okres na siłę do siebie przybliżać?
Z drugiej jednak strony odczuwałem bardzo silną presję społeczną.
Prawdę mówiąc, byłem ostatnim studentem informatyki bez pracy, jakiego znałem.
Ale twardym trzeba być, a nie miętkim, więc opierałem się presji społecznej ile tylko mogłem.

Jednak na 4 roku studiów kochana nasza uczelnia zmusza nas nieśmiało do odbycia wakacyjnych praktyk. Stwierdziłem, że siłą rzeczy będzie to dobry punkt zaczepienia i pozwoli mi powolutku i bezboleśnie (mam nadzieję) wejść na rynek pracy.

Moje początkowe próby zdobycia informacji w tej, czy innej firmie, czy przypadkiem nie chcieliby mnie na wakacje kończyły się zbywaniem albo milczeniem.
A termin zdobycia papierka o przyjęciu na praktykę zbliżał się nieubłaganie.

W końcu praktyka przyszła do mnie sama.
Pojawiło sie ogłoszenie.
Odpowiedziałem.
I bez zbędnych formalności zostałem z otwartymi ramionami przyjęty na lipiec do Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego. Niezła nazwa, co? ;)
Dla zainteresowanych i obytych w temacie dodam tylko, że będę tam się bawił sieciami sensorowymi i programował małe sprzętowe maszyny Javy.

Żeby tego było mało pewnego pięknego dnia Grzechu pisze mi, że szukają u niego w pracy dobrych ludzi na stanowisko Java Developera (po polsku: programisty).
Nie wiedziałem, czy jestem wystarczająco dobrym ludziem, ale pomyślałem sobie, że nie zaszkodzi spróbować... Luba pomyślała tak samo, więc długo się nie zastanawiałem i na drugi dzień spłodziłem piękne CV po angielsku i przesłałem do Ywana.
Ywan to szef mój nowy. I w dodatku pierwszy mój szef nowy. Nazywa się tak, bo jest Holendrem.... Choć po chwili zastanowienia, nie jestem taki pewien, czy holenderskie pochodzenie jest warunkiem wystarczającym do posiadania takiego imienia... Nieważne :)

Dzień później dowiedziałem się z nieoficjalnych źródeł, że moje CV się spodobało.
Tego samego dnia oficjalne źródło w osobie Ywana napisało do mnie, że CV się spodobało i że Ywan chciałby mnie zaprosić na małe rendez-vous TFU! interview :)

Zaraz w poniedziałek interview się odbyło, a zaraz we wtorek Ywan zadzwonił do mnie i zaprosił do współpracy.

Mimo że Grzechu dał mi podobno znakomitą rekomendację, nie byłem na rozmowie traktowany ulgowo. A przynajmniej tak mi powiedziano :)
W sumie fajna była ta moja pierwsza w życiu rozmowa kwalifikacyjna. Chociaż nie znałem odpowiedzi na wszystkie pytania zawarte w teście, to chyba dzielnie się broniłem i doszedłem do wniosku, że czegoś się przez te cztery lata na studiach jednak nauczyłem.

A to naprawdę wspaniałe uczucie dojść do wniosku, że zdobywana z mniejszym lub większym trudem wiedza może okazać się przydatna, doceniona i przy odrobinie szczęścia przeliczona na złotówki.

Z ciekawszych punktów rozmowy:
- Jaką książkę o programowaniu ostatnio czytałeś?
- Nie czytam książek o programowaniu.

Nie wiem, czy wyszło mi to na plus, czy na minus, ale pracę dostałem :)
W poniedziałek zaczynam.

Więc nawet jeśli jest tak, jak mawia doktór Błaszak, że praca leży i czeka, aż się pójdzie i ją weźmie, to ja nawet do takiego wysiłku nie musiałem się zmuszać.
Takie mam szczęście (i przede wszystkim takich przyjaciół), że praca, która leżała i czekała, sama przyszła do mnie. Ja musiałem ją tylko wziąć.

Czy to wyjdzie na dobre pracy, czy mi, to się jeszcze okaże.

P.S.
Imieniny wg MPK:
Filipa, Pauliny, Eweliny

4 komentarze:

  1. Anonimowy27/5/06 11:56

    Świetnie:) Jeszcze raz gratuluję! To teraz tylko udwodnij, jakim jesteś dobrym informatykiem z poznańskiej "Polibudy":D Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twierdzenie:
    Jestem dobrym informatykiem z poznańskiej polibudy.

    Dowód:
    1. Studiuję informatykę
    2. Jestem
    3. z 1) i 2) wynika, że jestem informatykiem

    4. Studiuję na poznańskiej polibudzie
    5. z 3) i 4) wynika, że jestem informatykiem z poznańskiej polibudy

    6. Jestem dobry :)
    7. z 5) i 6) wynika, jakim jestem dobrym informatykiem z poznańskiej polibudy

    C.N.D. czyli dla nie wtajemniczonych "Co Należało Dowieść"

    a mniej formalnie:
    Co Miałem To Pokazałem

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy27/5/06 13:06

    Praca zawsze na dobre wychodzi. Nawet wtedy gdy ona sama nie wychodzi. Bo w takim wypadku już wiemy, że za taką pracą nie ma co sobie głowy zawracać bo nam nie wychodzi...
    No dobra - wykład skomplikowany jest, ale jak się wczytać to ma sens.
    Ja tam też mam propozycję dodatkowej pracy i jeśli reklama przyjaciela wypali, to będę dzieci uczyć. Przyjaciel musi jedynie zachwalić mnie przed dyrektorem szkoły tak, żeby ów dyrektor na rozmowę zaprosił...
    Znów skomplikowałam. Dziś nie mój dzień.
    W każdym razie gratuluję i życzę by praca okazała się pracą właściwą prowadzącą prostą drogą do pieniędzy ogromnych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może ja jakiś dziwny jestem, ale bez problemu zrozumiałem sens wykładu :)

    Ale może to dlatego, że sam często tak piszę :P

    OdpowiedzUsuń