Wracam sobie do domu po kilkugodzinnej pracy polegającej na wierceniu, zrywaniu ścian, kładzeniu kabli, przybijaniu gwoździ, mierzeniu szafek i temu podobnych rozrywkach i widzę czekającą na mnie wielką kopertę z moim adresem wypisanym ręką zaciągającą z francuska...
Belgijski stempel i logo politechniki w Mons potwierdziły moje podejrzenia, że coś się dzieje w sprawie mojego przyszłorocznego wyjazdu.
Wspominałem Wam jakiś czas temu, że pod pewnymi drzwiami (lub jak wolą niektórzy pod pewne drzwi) wsunąłem kopertę z dokumentami.
Kilka dni później z samego rana dzwoni do mnie telefon... Niezwykle mało osób do mnie dzwoni na komórkę, szczególnie z samego rana, więc byłem wielce zdziwiony...
Był to ten pan od sokratesowych dokumentów, który zawsze wie mniej niż student. Okazało się, że dziekanowi (od niedawna mamy nowego dziekana, straszny biurokrata) nie spodobała się lista wybranych przez nas przedmiotów, bo cośtam miało za dużo punktów ECTS niby i kazał sobie napisać wyjaśnienie dlaczegóż ach dlaczegóż przedmiot ów ma w naszym mniemaniu mieć aż tyle punktów.
Napisaliśmy bardzo uprzejmie, że wiemy co robimy.
Od tego czasu słuch o naszych dokumentach zaginął.
Mogło to znaczyć, że wszystko idzie dobrze, albo że wszystko wzięło w łeb.
Jako optymista wierzyłem oczywiście, że wszystko idzie dobrze, co też potwierdziła zawartość tej dzisiejszej koperty, na którą składała się kserokopia moich pieczołowicie wypełnionych dokumentów podpisanych zarówno przez stronę polską (m.in. dziekana biurokratę), jak i stronę francuską oraz miły list, w którym Prof. P. Lybaert pisze, że jest pleased to inform mnie, że moje podanie has been accepted, że pokój jest booked for mnie i że na miejscu jest też lunch at the price of 3,50€.
Z pewnym niepokojem przeczytałem wypisaną pogrubionym drukiem informację, że powinienem zwrócić uwagę, iż good knowlegde of French jest niezbędna.
Cóż, czas chyba najwyższy wprowadzić pół godzinki z językiem francuskim do codziennego harmonogramu, bo (przyznam się bez bicia) nadal umiem powiedzieć tylko, że jestem Amerykaninem i rozumiem trochę po francusku :)
Ale mam jeszcze 10 miesięcy, więc wszystko przede mną ;)
fajnie :) :) :) A od kiedy zaczynasz sie uczyc? Od jutra? ;)
OdpowiedzUsuńZastanawia mnie dlaczego każą Ci znać francuski, a napisali do Ciebie po angielsku...? ;)
OdpowiedzUsuńHmmmm... po francusku powiadasz ;))
OdpowiedzUsuńDo you speak and write English. I saw that you were on my blog. Greetings from America! I wish I could tell you how much I like your blog, but I can't read Polish.
OdpowiedzUsuńYou'll have to tell me about it.
Daniel
Alex: tak, zaczynam się uczyć od jutra... codziennie tak sobie mówię :P
OdpowiedzUsuńMonika: pewnie dlatego, że zależało im, żebym zrozumiał co do mnie piszą :)
Hathor: tak, po francusku ;))
Daniel: who are you man??