Agnieszka:Nie raz już sobie zadawałem to pytanie... Choć przybierało one różne formy. Najczęściej coś w stylu "co ja tutaj robię?"...
Skoro tak bardzo lubisz pisać to może minąłeś się z powołaniem?
Może powinienem iść do tej szkoły muzycznej, gdy mnie tam wysyłano... Z pewnością zostałbym świetnym pianistą. Takie długie i chude paluchy są nieczęsto spotykane. W końcu już jako dziesięciolatek nie miałem problemów by złapać całą gamę, a teraz ze spokojem obejmuję 2 tony więcej. Może to ja zbierałbym w tym roku laury na konkursie chopinowskim ;) ... A może oderwałbym się od tych klasycznych nurtów, poszedł w jazz i muzykę rozrywkową i założyłbym po szkole razem z kumplami jakąś świetną kapelę alternatywną pokroju Ścianki czy Pogodna :P
I nie musiałbym Asi obiecywać, że zacznę na nowo grać, jeśli tylko kupi mi pianino... Nie musiałbym, bo bym przecież grał... nie musiałbym, bo może nie byłoby w moim życiu Asi, tylko jakaś znerwicowana prześliczna wio-wiolo-wiolonczelistka la la la...
A może powinienem jednak posłuchać wychowawczyni na koniec podstawówki w klasie teatralnej, która widziała mnie jako pisarza albo aktora... Ale ja chciałem być informatykiem i iść do klasy mat-fiz, która miała mnie do tego przygotować. Od tamtego czasu już nie raz dochodziłem do wniosku, że może znała mnie lepiej niż ja sam... I może teraz studiowałbym jakąś teatrologię, udzielał się jako aktor w amatorskim teatrze i jeździł ze swoją trupą po światowych festiwalach...
I nie musiałbym za każdym razem, gdy jestem z Asią w teatrze zastanawiać się, jakby to wyglądało od strony sceny, jak to jest grać i dostrzegać w mroku twarze widzów... Nie musiałbym, bo bym był po stronie sceny, a Asia pewnie z kimś innym by mnie oglądała i komuś innemu tłumaczyła, o co nam w tej sztuce chodziło...
A już z całą pewnością powinienem się ocknąć na koniec liceum, kiedy po czterech latach w rzeczonej klasie mat-fiz-inf czułem, że to może nie jest dziedzina, której chciałbym swój czas i zapał poświęcić... Ale nie mogłem sobie ot tak stwierdzić przed samą maturą, że jednak wybieram się na filozofię czy językoznawstwo. Bo nie było takiego kierunku, o którym mógłbym spokojnie stwierdzić, że to z całą pewnością coś dla mnie... A mogłem być niemal pewien, że na informatykę się dostanę i spokojnie sobie poradzę (i jak widać nie myliłem się) ...
I może nie musiałbym dziś marudzić czasem Asi, że wolałbym pisać książki niż programy... Bo pewnie pisałbym dzielnie na stażu nudne artykuły do lokalnej gazetki typu "Wieści Lubońskie" a zamiast Asi miałbym jakąś zapyziałą poetkę, która sama nie wiedziałaby czego chce od życia...
Czy minąłem się z powołaniem?
A co to jest powołanie?
Gdybym poszedł jedną z tych ścieżek, nie byłoby mnie tu i teraz... Ale pewnie nadal zadawałbym sobie pytanie, czy nie powinienem jednak robić czegoś innego...
Jestem szczęśliwy i zadowolony z tego, co mam i boję się trochę tego, co będzie... Ale tak samo bałbym się na każdej z tych dróg...
A co to jest powołanie?
Może trzeba po prostu umieć znaleźć w sytuacji w jakiej jestem trochę siły i zrobić krok dalej... Umieć się cieszyć z tego, co już mam i starać się, by każdy kolejny krok cieszył coraz bardziej...
A ja cieszę się z tego, gdzie jestem, kiedy jestem, a przede wszystkim z kim jestem...
Z Asią...
(a dalej w kolejności alfabetycznej dla uniknięcia nieporozumień ;)
Agatką, Agnieszką, Alexem, Błażejem, Grzechem, Izą, Julką, Sylwią...
... i innymi, których wymienić zapomniałem :P
ja za to.. nikim innym bym nie była, niż jestem..
OdpowiedzUsuńniż będę..