Obowiązki na blogu zostały zaniedbane i tego jak sądzę, nie muszę nikomu udowadniać - prawo mówi mi w tym momencie, iż powinnam się tłumaczyć raczej ;/ i słusznie :) To, że nie miałam czasu ani sił, nie znaczy, że o was zapomniałam; ale widzę, że Bartaz tu solidnie o was zadbał, więc nie mam powodów do obaw.
.. ale o czym to ja chciałam wam wspomnieć .. ahh no tak :) chciałam pokazać jak to - jeden człowiek zmienia drugiego.. a jak zmienia? wwierca się w świadomość :D
Był późny wieczór - czekały mnie ostatnie zajęcia w kolejnym instytucie, a ja głodna zajadałam olbrzymie jabłko - przystanęłam nad tablicą informacyjną, by zorientować się w wydarzeniach (odnośnie jakiś wolnych dni na uczelni oczywiście :D) przede mną ktoś stał i dość skutecznie przysłaniał mi widok. Śmiem zaznaczyć iż był to jakiś facecik, który obrócił się powolutku i subtelnie.. uśmiechnął do mnie i zapytał : "Mogę kęsa?" Zamurowało mnie .. :D patrzyłam to na niego to na rzeczone jabłko, które trzymałam już niepewnie w ręku.. trwało to może z 30 sek.. aż on w końcu zaśmiał się i mówi.. "Żartowałem" - oboje wiedzieliśmy, że nie żartował :D A moja konkluzja jest taka.. pierwszy odruch.. pierwsza myśl była 'Jasne - proszę' ale już po chwili odezwał się we mnie głosik.. 'Jak to? Chwileczkę.. mam obcemu facetowi dać ugryźć jabłko, które ja zjem..? ' i nagle obcy facet zaczął być problemem .. bo jak ma się tego swojego.. nie-obcego .. to nagle świat jest inny i zapalają mi się ostrzegawcze światełka w takich różnych momentach.. wiecie jakich :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz